Wydawnictwo NAMISLAVIA
STRONA GŁÓWNA

O WYDAWNICTWIE

NOWOŚCI

OFERTA HANDLOWA:
--- WIDOKÓWKI
--- KSIĄŻKI

ZAPOWIEDZI

KONTAKT
I ZAMÓWIENIA
Autor: Mieczysław Kołodka

Tytuł: Tak wyrasta się na człowieka: szkice autobiograficzne.

Opis fizyczny: Format B5, objętość 520 stron, twarda lakierowana okładka.

Wydawca: Namislavia, Namysłów 2011

ISBN 978-83-60537-33-6

Cena: 75,00 zł
Do Czytelnika

„Spisane będą czyny i rozmowy...”

Zdecydowałem się, już pod koniec życia, mając siedemdziesiąt pięć lat, spełnić życzenie-nakaz Czesława Miłosza i graficznie utrwalić własne przeżycia, „bowiem dzień mój chyli się ku wieczorowi”. Mam świadomość, że pamięć moja zebrała niebagatelną ilość historii, historyjek, niepowtarzalnych informacji ważkich, błahych i nic nie znaczących, jednym słowem multum doświadczeń. Mam też i tę świadomość, że jeśli je nie utrwalę w formie spisanych wspomnień, wszystkie one zgromadzone dotąd w mojej pamięci po prostu zaginą, zasnuje je pajęczyna zapomnienia. Jest to przecież odwieczna i ta sama walka człowieka z czasem, walka ze słabością i ograniczeniami pamięci oraz jej zawodnością, która z wiekiem się pogłębia. Pamięć ludzka była i jest ulotna, miała zawsze i ma stałą tendencję do zacierania się i zanikania. Z tego przecież zmagania człowieka z czasem zrodziła się kiedyś, jeszcze chyba u zarania dziejów ludzkości idea rysunku, pisma, zapisywania, tworzenia kronik, wreszcie idea książki, obrazu na trwałym materiale. Wydaje się, że słabość pamięci, jej ulotność to antyteza trwałości i wieczności książki. Wiedziałem zawsze, że moja – ludzka pamięć jest słaba, ulotna, zawodna, więc jeśli nie zapiszę swoich przeżyć, doświadczeń i refleksji z nimi związanych, wówczas to, co ma się w sobie, co mój mózg zakodował – zginie. Chciałem bardziej moje życie utrwalić, pisać o sobie dla siebie, a także w jakimś stopniu dla innych. Wydzierałem powoli z nieświadomości, zapomnienia i uśpienia fakty, nastroje, twarze. W ten sposób odbudowałem swoją tożsamość, uporządkowałem życie i dzięki temu lepiej siebie poznałem, również zrozumiałem. Jestem wdzięczny mojej pamięci, że zachowała tyle i aż tyle tego „com widział, i słyszał, i czuł”, bo „czucie i wiara silniej mówi do mnie niż mędrca szkiełko i oko”.

Spisane wspomnienia są naprawdę tylko moje, bo widziane, słyszane, przeżyte przeze mnie. Zapisałem moje doświadczenia, moje błyski pamięci, gdyż nikt mi ich nie opowiadał, podpowiadał, uzupełniał, prostował. Bardzo o to zadbałem. Dlatego dosyć często, po długim namyśle pisałem: „nie wiem, nie pamiętam, może tak było lub mogło być”, bo czas wyrządził spore spustoszenie w pamięci. Uprzedzam też, że nie starałem się o zachowanie chronologii wydarzeń. Błyski pamięci, jak słusznie twierdzi pan prof. M. Głowiński, mają swoje prawa: „zwalniają z dążenia do konsekwencji, dopuszczają fragmentaryczność, a nawet motywują i zachęcają do różnorodności, nie dbając o chronologię wydarzeń”. Doświadczyłem, widziałem, słyszałem, dotknąłem, zapamiętałem i zapisywałem to, nie wszystko oczywiście, co tyczyło mego losu, mojej drogi życiowej, mojej kariery zawodowej. Wspomniałem tych ludzi, którzy byli ze mną związani i na mój los wpływali dobrze – źle, ale jakoś. W kilku miejscach siliłem się na bardziej ogólne refleksje w formie dygresji, jak w J. Słowackiego „Beniowskim”, choć to nie było takie łatwe i chyba niezbyt mi się udawało. Ale niech to oceni Czytelnik. Mam też wrażenie, że niektóre z opisanych sytuacji to „wyroby” z podłej gliny i czyste elukubracje. Ale przecież w dorodnym zbożu wyrasta często jakiś chwast, który nie zawsze szpeci łan, lecz go ozdabia, urozmaica, np. maki, chabry, kąkole, a na łące rumianki, kaczeńce, mlecze, stokrotki, a nawet wielkolistne łopiany i kwitnąca pokrzywa.

Jestem szczególnie wdzięczny autorom kilku utworów wspomnieniowych, którzy niejako natchnęli mnie do spisywania przeżyć osobistych. Prof. M. Głowiński w „Czarnych sezonach” wskazał mi, jak można i należy „historię ocalenia” opisać beznamiętnie, sugestywnie, ułamkowo i obiektywnie o samym sobie. Pan R. Kapuściński dał mi wzór łączenia różnych spostrzeżeń i faktów w logiczny ciąg i sensowny opis. Pan J. Hen w „Nie boję się bezsennych nocy” pisząc o wszystkim i o niczym umiał i tym i tym zauroczyć czytelnika. A pani W. Szymborskiej jestem stokroć wdzięczny za cykl felietonów „Lektury nieobowiązkowe”, z których nauczyłem się dosyć nieporadnie, jak z błahych treściowo i problemowo przeżyć i faktów wyciągać daleko idące i głęboko sięgające wnioski. Przykładem niech będzie broszura „Jak zbudować ogrodową altanę” i sugestie bardzo zaskakujące, a tyczące „Czatów” A. Mickiewicza. Szczególnie dziękuję Panu Profesorowi Janowi Szczepańskiemu, rektorowi Uniwersytetu Łódzkiego i memu wykładowcy filozofii i logiki w latach 1951-55, za bezcenny dar w postaci mądrej, inspirującej do myślenia i działania książki pod tytułem „Sprawy ludzkie”. Zawarte tu rozważania filozoficzne, socjologiczne i etyczne starałem się pozyskać do interpretacji i zrozumienia własnych przeżyć, spostrzeżeń i życiowych potknięć, co często cytatami z wyżej wymienionego dzieła ilustrując potwierdzałem. Ot i wszystko, co chciałem napisać tytułem przedmowy. Chociaż na wstęp do wspomnień bardziej by pasowała odpowiedź na pytanie: „czym dla człowieka jest pamięć o życiowych doświadczeniach: darem, brzemieniem, przekleństwem?”. Może po przeczytaniu tych wspomnień odpowiemy sobie na wyżej postawione pytanie, albo zostawimy je bez odpowiedzi. Przecież dla każdego człowieka ta odpowiedź będzie brzmiała inaczej, albowiem inne były jego przeżycia, doznania, doświadczenia. „Co głowa to rozum” – mówiła w takich sytuacjach moja, urodzona w 1869 roku, babcia. Na koniec kilka bardzo osobistych refleksji. W 1945 roku zatonęła zabużańska „Atlantyda” w wyniku repatriacji Polaków z ziem wschodnich na ziemie zachodnie (tu szczegóły pomijam). Zamarło prawie całkowicie polskie życie kulturalne, również społeczne, a zwłaszcza obyczajowe i religijne. To, co zostało, stanowi kroplę w oceanie rosyjsko-ukraińskiego żywiołu. Jestem jednym z tych Polaków ocalałych przed zatonięciem, który może i chce, choć częściowo, dla równowagi opisać tamten świat i ten, w którym po przeżyciu szesnastu lat tam, nadal żyję tu, na Opolszczyźnie. W. Broniewski, pisząc o sobie, bezwiednie i nieświadomie opisał lakonicznie, prawie dosłownie i moje życie, bowiem…
„Nie głaskało mnie życie po głowie,
nie pijałem ptasiego mleka –
no i dobrze, no i na zdrowie
tak wyrasta się na człowieka”.
Snującemu wspomnienia powyższe słowa będą zawsze przewodnikiem po realiach życia. Natomiast selekcję i ocenę „błysków pamięci” pomoże mi dokonać C. K. Norwid ostrzegając i pouczając autora, że „nie trzeba kłaniać się okolicznościom, a prawdom kazać, by za drzwiami stały”. Tak więc szczerość, otwartość, jednoznaczność, a przede wszystkim prawdomówność wobec Czytelnika będą cechowały moje wspomnienia.

Spisując, w miarę posiadanych umiejętności, „wszystko” o własnym życiu, spełniłem niejako życzenie wielkiego greckiego pisarza, Nikosa Kazantzakisa, który powiedział bardzo trafnie, że „wspomnienia są jedynym rajem, z którego nie możemy zostać wypędzeni”. Trzeba je w jakiś sposób koniecznie utrwalić, bo, jak przed chwilą stwierdziłem, ułomna ludzka pamięć „na wieki” je zaprzepaści, a natura unicestwiając istotę ludzką „wymazuje” z rejestru żyjących jej materialne i umysłowe treści. Pozostaje po niej u potomnych jedynie pamięć dzięki spisanym wspomnieniom. Skąd wiedzielibyśmy jak żył, o czym myślał, co czuł, jak mówił J. Ch. Pasek, gdyby nie napisał „Pamiętników”? Właśnie dzięki nim H. Sienkiewicz miał ułatwione zadanie pisząc „trylogię”, czerpiąc hojną ręką z siedemnastowiecznej Paskowej polszczyzny i kreując postać Onufrego Zagłoby. Wiedziałem zawsze o tym, co głębiej i bardziej przekonująco uświadomiła mi moja ulubiona współczesna polska poetka, Wisława Szymborska w wierszu „Nic dwa razy…”. Zapisz, Mieczysławie, gdzie bywałeś, co i kogo widziałeś, słyszałeś, czułeś i przeżywałeś, albowiem masz tylko jedno życie, utrwal je – zwróciła się do mnie tymi oto słowami:
„Nic dwa razy się nie zdarza i nie zdarzy. Z tej przyczyny
Zrodziliśmy się bez wprawy i pomrzemy bez rutyny.
Choćbyśmy uczniami byli najtępszymi w szkole świata,
Nie będziemy repetować żadnej zimy ani lata.
Żaden dzień się nie powtórzy…”.
Co się gdzieś kiedyś raz zdarzyło, z chwilą zniknięcia uczestnika, świadka i obserwatora też zniknie, jeśli nie zostanie utrwalone na piśmie, obrazie, w rzeźbie. Zatem posłuszny mojej Drogiej Poetce utrwalam, zapisuję – potomnym przekazuję, a w pierwszej kolejności Jej.

Wielu potencjalnych czytelników otwierając „księgę” moich wspomnień pomyślało o mnie słowami wiersza pani Wisławy Szymborskiej „Sto pociech”:
„Zachciało mu się szczęścia,
Zachciało mu się prawdy,
Zachciało mu się wieczności.
Patrzcie go!!!”.

Cóż jednak złego było w tym, że przypominając i utrwalając ważne fakty i pamięć o godnych osobach, czułem się szczęśliwy? A drążąc uparcie bezdenną studnię pamięci czułem bliskość poszukiwanej prawdy? A czy „zachciało mi się wieczności”? Nie muszę jej chcieć, ona była, jest i będzie ze mną, czy beze mnie, albowiem sztuka jest wieczna.

Namysłów, wrzesień 2004 r.
Mieczysław Kołodka

Spis treści

Do Czytelnika ... 5
1. Moje rudery i pałace ... 9
2. Moje publiczne występy ... 29
3. Mój teatr wojny z Polakami, Żydami i Ukraińcami w tle ... 53
4. Drogi i rozdroża mojej młodości ... 77
5. Moje przygody z książkami ... 101
6. Moje polityczne uwikłania ... 125
7. Śpiewanie i granie – nie tylko cymbaliści, lirnicy i kataryniarze ... 151
8. Spotkania – rozstania – powroty ... 177
9. Zróbmy przyjacielskie koło… ... 199
10. Moje niegdysiejsze gry i zabawy ... 221
11. Podróże i peregrynacje krajowe – lekcje patriotyzmu ... 243
12. Wczasy i wywczasy rodzinne ... 265
13. Moje wędrówki z Janem Kasprowiczem w tle ... 285
14. Moje wędrówki z Władysławem Orkanem w tle ... 307
15. Moje małe budowanie, czyli droga zawodowa ... 329
16. Moje małe budowanie, czyli drogi zawodowej ciąg dalszy ... 357
17. Niedyskrecje rodzinne, czyli tajemnice poliszynela ... 383
18. Igranie z ogniem, czyli moje gry wojenne ... 405
19. Moje boje o indeks – dlaczego Łódź? ... 427
20. Studenckie dole i niedole ... 451
21. Moje przygody z małą i dużą mechanizacją ... 473
22. Wielogłosowe podsumowanie ... 497
Postscriptum – zamiast zakończenia ... 517


Powrót do oferty publikacji

Powrót do góry